Mogę Wam coś polecić.. czyli MOI ulubieńcy! Kringle, Pandora, Balmain, Bielenda!

15:12 Unknown 9 Comments

Hej, hej!
W tą ponurą i deszczową sobotę (jeju, chcę wrócić do Grecji!) przygotowałam dla Was post o moich ulubieńcach - kompletny misz masz tak jak zawsze. Zastanawiałam się czy dorzucić też ubraniowych ulubieńców, ale te typowo ubraniowe rzeczy pokazuję Wam zawsze na moim Instagramie. Chociaż, jeśli chcecie to dajcie znać, spróbuję coś tu wplątać w kolejnym poście. :)

Dzisiaj koniecznie muszę zacząć pisać plan do mojej pracy magisterskiej. Zmieniłam temat, więc jestem trochę do tyłu - wcześniej miałam przygotowane materiały. Nie za dużo, ale zawsze coś. Pewnie zapytacie o czym będę pisać? Temat nie jest sprecyzowany, ponieważ najpierw muszę dostarczyć mój plan, zarys pracy. Ale praca będzie głównie o social mediach, o wpływie SM i wszystkich popularnych aplikacji na młode społeczeństwo, na psychikę oraz na relacje międzyludzkie. Z czasem na pewno rozwinę to jeszcze bardziej, ale na razie opieram się na tym. :)

Przejdźmy do ulubieńców..

Wiecie, że uwielbiam świeczki i woski, prawda? Sądzę, że większość z Was również. Zaczęłam już palić typowo jesienne woski, które umilają mi każdy wieczór. Ale na przekór - mam cudowną świeczkę, która ani trochę nie jest jesienna. Pachnie świeżością, czystością, wodą kwiatową (kojarzę ten zapach z domu). Jest idealna i staram się ją oszczędzać, ( też tak macie? )



Teraz jedna rzecz z biżuterii. Pandora. Nigdy nie chciałam jej mieć. W pewnym momencie zrobiła się bardzo, ale to bardzo modna. Każdy ją miał. Do mnie nie przemawiała, przechodziłam obojętnie obok charmsów. W lipcu, przed moimi urodzinami byliśmy w salonie Pandory. Chciałam zobaczyć kolczyki i pierścionki, strasznie mi się podobały na ich stronie internetowej. W realu wyglądały trochę jak małe, plastikowe zabaweczki - tak przynajmniej określił je mój narzeczony. Kilka dni później, w dniu moich urodził otwierałam pudełeczko z Pandory. Przyznam szczerze - nie byłam zachwycona. Bransoletka oczywiście jest śliczna, charmsy i zapięcia również. Dopiero później zaczęłam się do niej przyzwyczajać, zaczęłam czytać o znaczeniu charmsów, o tym, że możemy je dopasować do każdej ważnej chwili w naszym życiu, do naszych wspomnień. Pierwszym charmsem była ''nieskończoność'', która ma oznaczyć naszą miłość. Dodatkowo miałam tam również klipsy, które są ozdobą i oddzielają charmsy od siebie. Następnie dokupiłam wieżę Eiffla, która przypomina mi nasze wakacje w Paryżu. Teraz planuję kupić palmę albo miniaturkę pierścionka, aby ZAWSZE wspominać Grecję i nasze zaręczyny. Naprawdę zrozumiałam jak ogromne znaczenie mają takie małe, słodkie charmsy. Jeśli zastanawiacie się czy warto? WARTO. :) Pamiątka na całe życie. I zamierzam kupować tylko takie charmsy, które coś dla mnie znaczą. 


Czas na USTA. Moi matowi ulubieńcy ze sklepu @letsbeauty_sklep. Uwielbiam pomadki Golden Rose i zawsze będę ich używać, ale te matowe pomadki wygrywają wszystko. Czasami mam wrażenie, że są AŻ za bardzo matowe. Bardzo ''wpijają'' się w usta. Nie zmyjecie ich wodą ani nawet płynem micelarnym. Próbowałam - szminkę miałam na całej twarzy. Ważne, aby mieć wypielęgnowane i nie przesuszone usta, bo efekt będzie po prostu brzydki. Zajrzyjcie, może znajdziecie jakieś kolory dla siebie. :)


Teraz czas na cerę. Krem algi morskie i płyn micelarny. Kremu używałam wcześniej (jest już na wykończeniu) i miałam go ze sobą w Grecji. Spisał się w 100%. Idealnie zadbał o moją przesuszoną od słońca cerę, nawilżył ją i do tego pięknie pachnie. Jeśli chodzi o płyn - jest to dla mnie nowość. Znalazłam go w Naturze, akurat na promocji - około 15 zł. Do tej pory używałam Garniera (różowego), był dobry, ale jak to ja - szukałam czegoś nowego. No i nie zawiodłam się. Świetnie zmywa podkład i kredkę z brwi. Jak na razie mój makijaż opiera się tylko na tym. W czwartek zdejmuję rzęsy, więc ocenię jak radzi sobie z tuszem i eyelinerem. :)


Włosy. Zawsze dostaję od Was mnóstwo komplementów na temat włosów. Jest mi bardzo miło. :)
Jak wiecie do włosów używam tylko szamponu i olejku z Avonu. Dopiero teraz znalazłam fajną odżywkę do włosów, zobaczymy jak się spisze.
Zdarza się, że prostuję włosy. Wtedy PRZED używam jedwabiu z firmy Loton (teraz nie mogę go nigdzie znaleźć, help!) albo sprayu od Balmain. Ostatnio na snapie pokazałam Wam moje włosy po jego użyciu i byłyście zachwycone... No i prawda, wyglądały bajecznie. Jak po wizycie od fryzjera.
Ale trzeba z nim uważać, bo jest tłusty. Najlepiej pryskać nim końcówki. Jeśli suszę włosy to nakładam go na mokre. A jeśli prostuję - to na suche. W jednym i drugim przypadku świetnie się spisuje. :)


I ostatni ulubieniec - zapach. A dokładniej Armani Si. Idealne perfumy na dzień, bardzo delikatne, wyczuwalna jest wanilia. Czuć też porzeczkę i różę. Zapach jest genialny. Używam go tylko na specjalne okazję. Jeśli nie wąchałyście to polecam - zakochacie się. :)












9 komentarze:

Nasze GRECKIE wakacje + ZARĘCZYNY!

19:14 Unknown 12 Comments

Cześć, cześć, cześć!

Jest mi wstyd, że tak bardzo zaniedbałam bloga. Naprawdę. Obiecywałam sobie, że w wakacje posty będą pojawiać się regularnie i co z tego wyszło.. ? Jestem na siebie zła, aczkolwiek ciężko było mi połączyć (praktycznie) codzienną pracę po 9-10 godzin, prawo jazdy a do tego czas dla siebie i ukochanego.

Dzisiaj przychodzę z postem wakacyjnym - nie mogłam doczekać się aż go zrobię! Przeglądam zdjęcia, rozmyślam jak to wszystko ubrać w słowa i nie mogę przestać się uśmiechać.. Wiecie dlaczego. :)

Zacznę może od tego, że naszym kierunkiem była wyspa Rodos, a dokładniej miasto - KOLYMBIA. Rodos jest podobno jedną z najchętniej odwiedzanych wysp (na równi z Kretą). Jeśli chodzi o biuro podróży my wybraliśmy - TUI.


W Grecji wylądowaliśmy po 19.00. Niestety i stety, nasz hotel był ostatni na liście, więc zanim wszyscy uczestnicy zostali odwiezieni do swoich hoteli minęło 1,5 godziny. A dlaczego stety? Dlatego, że przy okazji mogliśmy zobaczyć inne miasteczka, budowle i hotele.
Bardzo miłe zaskoczenie po przyjeździe - cała obsługa czekała na nas z otwartą restauracją. Mogliśmy na spokojnie zjeść kolację, wypić winko i niczym się nie stresować. Wspominam o tym, ponieważ czasami hotel nie czeka na podróżnych i wtedy najczęściej dostaje się owoce lub zimne posiłki do pokoju. Także wielki plus. :)


Hotel typowo grecki, mały, biały i kameralny. (Kolymbia Sun; około 70-80 pokoi, jeśli się nie mylę)
Na zdjęciu wyżej widzicie kawałek naszego ogródka, kilka stołów, obok zaraz był bar (z przemiłą obsługą!!!!) i basen. Klimat BOSKI. :)
Z pokoju również jesteśmy zadowoleni. Pokoje są nowe, białe, z ładnym wyposażeniem, jeśli dla kogoś ma to znaczenie. Szafa, toaletka, kilka luster. Lodówka, suszarka, sejf i inne potrzebne rzeczy w pakiecie.
Do plaży mieliśmy 200-300 metrów. Do wyboru były 3. My upatrzyliśmy sobie jedną ulubioną i to właśnie na nią chodziliśmy codziennie. Hotel położony jest w samym centrum miasteczka, na czym bardzo nam zależało! Mnóstwo greckich tawern, restauracji, sklepików z pamiątkami, a nawet kilka marketów spożywczych. W naszym miasteczku było też kilka klubów, jeden z nich odwiedziliśmy w piątkową noc - było świetnie. 
Poznaliśmy ŚWIETNYCH ludzi, wszystkich serdecznie pozdrawiam! :)))




Jeśli chodzi o zwiedzanie wyspy to polecam Wam zwiedzanie na własną rękę. Ceny wycieczek zaproponowane przez biuro podróży były kosmiczne. Lokalne biura podróży oferują atrakcyjniejsze ceny i programy wycieczek, ale najlepszą opcją jest wypożyczenie auta. Koszt na 5 osób wyniósł 42 euro + 5 euro benzyna. Czyli możemy liczyć 10 euro na głowę. Warto wspomnieć, że podróż np. do miasteczka Lindos w 2 strony autobusem miejskim wyniosłaby nas około 8,30 euro. Także naprawdę, ceny rent carów w Grecji są malutkie.



Udało nam się zrobić naprawdę sporo kilometrów. Jarek w roli kierowcy spisał się na medal, a ciężko jest kierować wśród wiecznie zdenerwowanych Greków.. :)
Najbardziej spodobało nam się miasteczko Lindos, o którym już wspomniałam. Malownicza miejscowość z piaszczystą plażą. Cudna. Warto zajrzeć, wykąpać się a na koniec wdrapać się na szczyt i podziwiać akropol.




Jedyną rażącą rzeczą jak dla mnie był biznes na.. osiołkach. Naprawdę, nie mogłam patrzeć ja leniwi ludzie - a w szczególności ci DOROŚLI i wcale nie szczupli wsiadali na te biedne, chude zwierzaki i zwiedzali okolicę.. Ja wiem, że ludzie chcą zrobić kasę na wszystkim, ale jakim kosztem?
Szczęśliwa 40-latka, ze sporą nadwagą, zadowolona z tego, że mogła za 5 euro wsiąść na osiołka, żeby tylko nie wchodzić pod górkę. Domyślcie się jak te biedne stworzenia ślizgały się na tych płytach betonowych, na kamieniach.. Jakie chodziły smutne i chude. O misce z wodą nie wspomnę, bo oczywiście jej nie było.






A teraz przejdźmy do tej najważniejszej części wpisu, do tego najpiękniejszego dnia - do zaręczyn.
Kompletnie się tego nie spodziewałam. Muszę pochwalić mojego NARZECZONEGO za spryt, pomysłowość i cierpliwość. :)
Zaplanował wszystko idealnie, wybrał idealne miejsce, idealny dzień i porę. Wszystko było idealne..
A Wam dziękuję za wszystkie gratulacje i ciepłe słowa.







Podsumowując..
Kolymbia to idealne miejsce na wypoczynek. Jeśli chodzi o imprezy - to głównie w weekendy. Jest świetną bazą wypadową do zwiedzania wyspy. Znajdziecie tam piękne plaże, hotele, przyjazne środowisko. Mnóstwo sklepów, tawern i restauracji. Mnóstwo aut, skuterów i rowerów do wypożyczenia w atrakcyjnych cenach. 
Polecam, naprawdę! :)

Pogoda we wrześniu jak najbardziej na tak. Większego upały bym nie zniosła. Temperatura sięgała 30 stopni, najmniej w ciągu dnia - 26.
Podczas kolacji w restauracji poza hotelem spotkaliśmy Polkę, która pracowała tam jako kelnerka. Powiedziała nam, że jest to najzimniejszy sezon w Grecji od 20 lat. Faktycznie, wszyscy chodzili ubrani na długi rękaw. Chociaż dla nas pogoda była idealna, w większy upał byłoby nam tylko gorzej. Ale podziwiam Greków, że potrafią marznąć przy +28 stopniach. :)

Jeśli macie pytania do piszcie śmiało.
Więcej zdjęć z naszego wyjazdu znajdziecie na moim INSTAGRAMIE.
Link - TUTAJ

Wszystkie zdjęcia wykonane iPhone6s.


12 komentarze: