SEMILAC : manicure hybrydowy krok po kroku

Cześć!
W końcu jestem wolna po zaliczeniach i przeprowadzce. Dużo się ostatnio działo, więc teraz oficjalnie mogę odetchnąć od tego wszystkiego. W związku z dość sporą ilością pytań dotyczących moich paznokci, a dokładniej hybryd postanowiłam napisać dla Was post. Jak wiecie jednym z moich prezentów gwiazdkowych był zestaw do wykonywania hybryd - lampa, pilniki, lakiery itp. Zaczęłam się w to bawić samodzielnie.
Niedawno rozpoczęłam współpracę z firmą Semilac, która w ramach współpracy pozwoliła wybrać mi kilka kolorów. Lakiery pokazywałam Wam na Instagramie, FB i Snapie. Niektóre z nich miałam już wcześniej na paznokciach, a niektóre są dla mnie nowością.


Dobrym powodem, aby zacząć zabawę z lakierami albo zmienić swój obecny kolor są zbliżające się WALENTYNKI. Jestem pewna, że już za kilka dni rozpocznie się szał na czerwone paznokcie, serduszka i inne takie. Ja nie jestem fanką czerwieni na paznokciach. Ale wykorzystałam dzisiaj przepiękny burgundowy kolor połączony ze złotem. Mogą być one dobrym zamiennikiem dla osób, które tak jak ja nie przepadają za czerwienią. :)

Pokażę Wam krok po kroku jak ja wykonuję swój manicure. Raz wychodzi mi lepiej, a raz gorzej. Jestem leworęczna, więc prawa dłoń zawsze wygląda o niebo lepiej. Wszystko idzie płynnie, równo. Gorzej z lewą. Niestety, ''używanie'' prawej ręki sprawia mi trudności - przyznam szczerze, ręka po prostu mi się trzęsie. Więc bądźcie proszę wyrozumiali tym bardziej, że nie jestem profesjonalistką i dopiero się uczę. To dopiero 3 czy 4 raz, kiedy sama sobie robię manicure.


Potrzebne będą takie rzeczy jak : aceton, cleaner, folia aluminiowa, waciki, ręcznik papierowy, bloczek polerski, pilnik oraz patyczek/kopytko , który przyda się do zdjęcia lakieru. :)


Bloczkiem polerskim delikatnie przesuwamy po pazurkach, a następnie na każdy palec nakładamy wacik nasączony acetonem.



Zawsze czekam jakieś 3-4 minuty i sprawdzam w jakim stanie jest lakier. Przyznam Wam, że na początku obawiałam się tego acetonu, bałam się, że po prostu nie poradzi on sobie z lakierem. Był dołączony razem z cleanerem do zestawu. Ale naprawdę jestem zadowolona - działa świetnie.


A tak wygląda lakier po chwili. Można pomóc sobie patyczkiem/kopytkiem w dalszym ściąganiu.
Gdy usunę lakier ze wszystkich pazurków to delikatnie je skracam, poprawiam kształt i matowię je bloczkiem polerskim.
Następnie przemywamy paznokcie odtłuszczaczem, kładę bazę i utwardzam w lampie.
Następnie cienką warstwę lakieru i ponownie utwardzam w lampie. Z każdą nowo dodaną warstwą pazurki muszą być w lampie.
Następnie kładę TOP, który też utwardzam i przecieram paznokcie cleanerem.

Na zdjęciu widać numerki kolorów, których dziś użyłam.


A tak prezentuje się całość.



Kolory są naprawdę śliczne. Idealne na Walentynki i nie tylko. 
Jeśli nadal macie wątpliwości, czy zacząć wykonywać hybrydy samodzielnie w domu to naprawdę spróbujcie, bo warto! To jest naprawdę proste, a do tego możecie zmienić kolor kiedy tylko chcecie, bez umawiania wizyt i czekania w kolejce.
Do tego warto kupić jeszcze HARDA, który ratuje pęknięte pazurki i którym można przedłużyć swoje. Łatwo, szybko i do tego w domu. :)

Ja jestem bardzo zadowolona i liczę na to, że z każdym następnym razem pazurki będę wychodziły coraz lepiej i może w końcu nauczę się wzorków!

Dajcie znać jak tam Wasze pazurki!
Do usłyszenia :)







Ulubieńcy miesiąca - Bielenda, Golden Rose, Barwa, Hairvity!

Cześć!
Dziś odrobinę inny post. Przychodzę do Was z mini recenzją kosmetyków, a właściwie w większości kosmetyków do pielęgnacji, ale nie tylko.. :)













Zacznę może od produktu Golden Rose, słynnej kredki do ust - jestem przekonana, że ją znacie! Zadajecie mi wiele pytań co mam na ustach, a ja w 95% mam właśnie tą pomadkę. Wiadomo, że używając filtrów do zdjęć kolor ust się zmienia. Więc nie sugerujcie się wszystkimi zdjęciami. Najlepiej przejdźcie się na stanowisko GR i wypróbujcie. Ja akurat mam nr. 10. Kredka jest niesamowita i do tego trwała! Na początku bałam się, że będzie wysuszać usta, ale nic takiego się nie stało. Produkty GR są naprawdę tanie, za tą kredkę zapłaciłam ok. 11zł + temperówkę za kolejne 5zł. Polecam jak najbardziej!

Masło do ciała BARWA. Od firmy Barwa dostałam ogromny karton kosmetyków do testowania. Powiem szczerze, że część z nich oddałam siostrze, która jest o wiele młodsza i walczy jeszcze z małym trądzikiem. Ja trądziku nie miałam nigdy, bardzo rzadko pojawiają się u mnie pryszcze i wypryski. Większość tych produktów skierowanych było właśnie dla tego typu cery. Z całej paczki wybrałam sobie kilka rzeczy, które najbardziej mi odpowiadały. M.in właśnie to masło do ciała. Piękny zapach, który zostaje na ciele bardzo długo, jest baaardzo nawilżające (a powiem mam, że mam bardzo!!! suchą skórę, niestety..). Do tego jest jeszcze płyn do kąpieli. Połączenie tych dwóch produktów to po prostu niebo. Uwierzcie mi. :)  O pozostałych produktach powiem Wam niebawem, ponieważ nie testuję wszystkie jednocześnie.
Produkty Barwy można dostać w Rossmanie.
http://www.barwa.com.pl/




















Odżywka do włosów Schwarzkopf Essence Ultime - wspominałam już o niej w poście o prezentach świątecznych. Dorwałam ją na promocji w Rossmanie i naprawdę zniknęła z półek błyskawicznie. Podsłuchałam również rozmowę dwóch kobiet, które stojąc obok mnie bardzo zachwalały tą odżywkę. Produkt dla blondynek, aby zapobiec żółknięciu blondu. Jako, że teraz blondu mam troszkę więcej na głowie niż poprzednio, postanowiłam, że lepiej zaopatrzyć się w taki produkt niż potem płakać, że mam wiejski kolor na głowie. Wiecie o jakim kolorze mówię, prawda? :) Jak na razie odżywka spisuje się na medal. Do tego włosy mają piękny zapach, są gładkie i lśniące. Przyznam Wam się, że wieki nie używałam żadnych masek, odżywek itp. produktów. Z czystego lenistwa. Zawsze wystarczał mi jakiś olejek na końcówki i to było tyle z mojej pielęgnacji. Zresztą sami możecie zobaczyć w poście o pielęgnacji moich włosów.




















No i czas na moje perełki.. :) Czyli produkty z Bielendy. Olejek i żel mycia twarzy. Na początku byłam negatywnie nastawiona przez kwas hialuronowy. Nie wiedziałam do końca czy w moim wieku powinnam używać produktów z kwasem? Kilka z Was napisało, że bez obaw można go używać tym bardziej, że jest go w składzie niewiele. Jeśli chodzi o piankę/żel do twarzy - zmywa makijaż idealnie, do tego odświeża i nawilża. No i ten zapach! Cudny. Olejek przeznaczony jest do pielęgnacji nocnej. Jak można przeczytać - to prawdziwy eliksir młodości. Jedna z Was napisała mi, że skóra po prostu pije ten olejek, jest bardzo bardzo nawilżający. I muszę się zgodzić - to co robi ze skórą, to jak nawilża jest po prostu.. :) I mogę przyznać, że nieprzyjemne uczucie suchości zniknęło.




















Postanowiłam jeszcze, że dodam szybko mini recenzję tabletek od firmy Hairvity. Jak pisałam, na początku BARDZO, ale to bardzo odrzucił mnie ich zapach. Producent zapewniał, że zapach spowodowany jest przez to, iż skład jest 100% naturalny. Postanowiłam, że dam radę to przełknąć z 0,5 litra wody i z zatkanym nosem! Tym bardziej, że miałam jakiś słabszy okres, jeśli chodzi o kondycję moich włosów. Zaczęły mi wypadać i to w sporych ilościach. To, ile zostawało ich na szczotce zaczęło mnie martwić. Nie wiem czym to było spowodowane. Nie zmieniłam nic w swojej diecie, zdrowo się odżywiam. Więc to wszystko jeszcze bardziej zachęciło mnie to brania tych tabletek. Kończę już prawie pierwsze opakowanie (które starcza na miesiąc, dwie tabletki dziennie) i wiecie co Wam powiem? Nie wierzyłam w to, ale na szczotce nie ma prawie w ogóle włosów.. Jestem w wielkim szoku. Czasami zdarzało mi się przyjmować jakieś tabletki z apteki, pierwsze lepsze z polecenia. I nigdy nie widziałam większych efektów. A teraz? Jestem naprawdę bardzo zadowolona. Jestem ciekawa czy efekt będzie utrzymywał się, gdy skończę całe opakowanie? Zobaczymy. Oprócz tego, że włosy przestały mi wypadać zauważyłam również śmieszne, malutkie ''babyhair'' przy czole. Czasami naprawdę to wygląda śmiesznie, nic z takimi włoskami nie można zrobić. Ale widać chociaż, że tabletki naprawdę działają! http://www.hairvity.pl/

Co dostałam na Święta 2015? :) + mały mix sylwestrowy!

Cześć, witam się z Wami w Nowym Roku!

Prawie dwa tygodnie spędziliśmy w świątecznych ''rozjazdach'' przejeżdżając setki kilometrów z Mazur na Pomorze i odwrotnie. Dopiero dziś jesteśmy u siebie, a więc na spokojnie przychodzę do Was z nowym postem. 
Przecudowny okres świąteczny minął błyskawicznie, zabawa Sylwestrowa również. Jak dla mnie Święta mogłyby jeszcze trwać i trwać..  Niestety, już w poniedziałek powrót na uczelnie, a jak wiadomo styczeń i luty to dwa najgorsze miesiące dla studentów.

Ale wracając do tematu! Pokażę Wam moje tegoroczne prezenty. Może zainspirujecie się czymś dla siebie, jako prezent PO świąteczny. :)
W tym roku było naprawdę ''bogato'' pod choinką, a zdawałoby się, że doszła tylko i aż jedna osoba. To była pierwsza Wigilia od 3 lat, którą mogliśmy spędzić razem z Ukochanym. Najpiękniejsze Święta i życzenia jakie mogłam sobie wymarzyć. :)

Pierwsze drobiazgi :
zapachowe, cuuudowne świeczki - jestem maniaczką!
odżywka do włosów blond - pytałam Was ostatnio na IG, którą polecacie, aby utrzymać piękny kolor i wybrałam właśnie tą;
tabletki HAIRVITY (dostępne tutaj) - dorzucam jako ''prezent'' świąteczny, ponieważ równo od Świąt zaczęłam je przyjmować, zobaczymy jakie będą efekty!


Zegarek Paul Hewitt (tutaj) - to cudeńko czekało na mnie kilka dni u kuriera zanim mogłam je odebrać. Przyszło pięknie zapakowane! Zegarek jest dokładnie taki jaki sobie zaprojektowałam.
Jeśli podoba Wam się, to na stronie PH możecie samodzielnie projektować zegarki od A do Z. Bransoletkę, pasek, tarczę - wszystko! Ja wybrałam różowe złoto, resztę dobierałam pod kolor. Jest cudny. :)


Ojjj tak - torba słodyczy! Dobrze, że mój chłopak jest łasuchem, będzie komu zajadać.. :)


I w końcu dłuuugo oczekiwany zestaw do hybryd. Lampa, cleaner, aceton, pilniczki, patyczki, lakiery i cała potrzebna reszta. Bardzo się z tego prezentu cieszę, bo hybrydy robię od kilku lat.
Na IG pokazałam Wam moją pierwszą ''pracę''. Nie wyszło najgorzej jak na pierwszy raz, miałam ogromną frajdę. :)


A tutaj wymarzone perfumy Versace, Moschino - znacie? Zapachy są piękne.
Po lewej dwie gąbeczki RT, jedną oddałam siostrze.


Książki na dłuugie podróże i długie, zimne wieczory! 
Dwie pozycje POLECAM! Warto przeczytać. A ta druga to nawet lektura obowiązkowa.


Puszka? Skarbonka? Zgadza się! Pomysł ''zgapiliśmy'' od mojej cioci i wujka, którzy od sierpnia wrzucają tylko 5zł. Zaraz po Świętach liczyliśmy zawartość i muszę przyznać, że udało im się zebrać naprawdę ładną sumkę. Jako, że my nie potrafimy oszczędzać to taka puszka jak najbardziej nam się przyda. Tylko trzeba być systematycznym.. :)


I na końcu prezent o którym trąbiłam od miesięcy. Ze starym blenderem musiałam się pożegnać, a jak fanka zup-kremów musiałam mieć nowy! Święty Mikołaj wysłuchał moich próśb i przyniósł mi małe cacko. Dziś pierwszy raz robiłam krem z pomidorów z serem pleśniowym i słonecznikiem - wyszedł pyszny!


A Wy co dostaliście na Święta? Mikołaj spełnił wszystkie marzenia?
Chwalcie się. :)

W Nowym Roku chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, aby kolejny był jeszcze lepszy dla Was. Aby spełniły się wszystkie Wasze plany i postanowienia! 
Buziaki!


Kilka powodów, dla których lubię jesień..


Dużo osób twierdzi, że jesień to najpiękniejsza pora roku. Zgodzicie się z tym? Jesień ma coś w sobie, bywa piękna to prawda, ale nie jest to z pewnością moja ulubiona pora roku. 
Jestem pewna, że Was też denerwuje to, że nie zdążycie wstać z łóżka a za oknem już robi się szaro i ciemno.. 
Jednak jest kilka powodów, dla których da się polubić jesień..
Jakie to powody?

1. Świece i woski zapachowe - czyli cudowne zapachy w całym mieszkaniu..
Uwielbiam, gdy robi się ciemno a w pokoju zapalam kilka świeczek lub kominek. Piękne kolory, klimat i zapachy.



2. Aromatyczne napoje - herbaty i nie tylko..
Oprócz ulubionej herbaty, czyli zwykłej czarnej (albo świetnej edycji ''christmas time'' z dodatkiem przypraw, dostępna w Lidlu) z goździkami, laską cynamonu, miodem i wkrojoną pomarańczą uwielbiam również grzany cydr na miodzie. Również z goździkami i odrobiną cynamonu z dodatkiem miodu. Wystarczy podgrzać cydr i dodać przyprawy. Obiecuję Wam - jest przepyszny! Nie wyszedł mi tak samo jak oryginał w jeden z ulubionych restauracji, ale również smakował.
Grzańca też lubię, nie ukrywam. :)

Widziałam również dużo zdjęć z gorącą czekoladą albo kawą z Marshmallow. Kiedyś piłam kakao z piankami, ale było dla mnie za bardzo słodkie. Jeśli ktoś lubi i ma bzika na punkcie ślicznych dodatków i kubków to koniecznie zajrzyjcie to TK MAXX. Można tam dostać takie cudeńka.



3. Wieczory, które spędzamy na granie w Scrabble - tylko nasza dwójka, zapalone świeczki, miska pistacji i gra. Idealnie.

4. Długie wylegiwanie się w łóżku bez żadnych wyrzutów sumienia - nie będę tłumaczyć, na pewno mnie rozumiecie.. :)

5. Wielkie szaliki, swetry i ciepłe buty - ojjj tak, kocham! Lubię opatulić się w duży, ciepły szalik, nałożyć wielki sweter.


A Wy za co lubicie jesień? 
Jesień da się lubić, aczkolwiek odliczam już do LATA, naprawdę..




Pomysły na prezenty świąteczne.. :)


Cześć! 
Mamy już połowę listopada - nawet nie wiem jakim cudem ten czas tak pędzi i ucieka mi przez palce? Jako że grudzień coraz bliżej, a dokładnie Mikołajki i do tego zbliża się nasza 3 rocznica, postanowiłam stworzyć małe kolaże z pomysłami na prezenty DLA NIEJ i DLA NIEGO.
Bardzo często mam tak, że zastanawiam się co kupić, co będzie lepsze, co przyda się bardziej.
Myślę, że Wy też tak macie. :)
Może akurat coś z tych rzeczy wpadnie Wam w oko i wykorzystacie pomysł.
My te prezenty stworzyliśmy pod siebie. Rzeczy które już mamy i które chcemy dostać. 


1. Perfumy - nie narzucam nic z góry. Każdy musi wybrać według siebie, według tego co lubi osoba, która ma je otrzymać. Na zdjęciu akurat Dior - zapach jest przepiękny, idealny. Według mnie perfumy to idealny prezent albo mały dodatek do prezentu. Zresztą, która kobieta nie lubi dobrze pachnieć.. ?
2. Torebka. Tutaj akurat torebka z Zary, którą możecie dostać w aktualnej kolekcji. Jest śliczna, malutka, idealna na imprezy. Wciąż się waham czy ją kupić, ponieważ łańcuszek jest za krótki jak dla mnie. Ale takie maleństwo na pewno przyda się każdej kobiecie.. :)
3. Bluza. Na zdjęciu bluza od MORE MOI. Niedawno odkryłam te cudeńka. Bluzy są dość oryginalne, kolorowe i na pewno nie są nudne. Tą ze zdjęcia akurat mam i muszę Wam powiedzieć, że jest świetna. Materiał, rozmiar i wykonanie - idealne! Zajrzyjcie koniecznie.
4. Bielizna. I nie mówię tu o zwykłych ''pantalonach'', ale już o droższej, pięknej i seksownej bieliźnie. Myślę, że i mężczyzna i kobieta ucieszy się bardzo z tego prezentu.. :)
5. Yankee Candle - co tu dużo mówić? Okres jesienny i zimowy to idealny czas na woski i świeczki. Szczególnie z tej firmy, którą uwielbiam i mogę Wam polecić.
6. Biżuteria. Ja ucieszyłabym się i z naszyjnika - szczególnie delikatnego, dość prostego, jak i z bransoletki czy również delikatnego pierścionka. A jak wiadomo - większość kobiet to typowe ''sroki'', więc.. :)

Przejdźmy do prezentów dla niego..
Mój facet wiedział idealnie co tu wkleić :)
1. Wymarzona gra na Xboxa. Tłumaczyć nie trzeba. W każdym facecie jest jeszcze trochę dzieciaka, bez względu na wiek. Jako, że mój J. uwielbia gry na Xboxa jak i na komputer to wiem zawsze, że taki prezent zrobi mu wielką frajdę. Radzę tylko delikatnie wypytać jaką grę chciałby mieć, którą część czy może jakąś nowszą wersję? Wszystko co chwilę się zmienia, wychodzą nowości dlatego lepiej się upewnić.
2. Ulubiona płyta. Gdybyście spojrzeli na jedną z naszych półek to zobaczylibyście, że mój facet płyty dostaje bardzo często. Wiem co lubi i czego słucha. Dość często śledzę czy akurat jego ulubiony raper nie wydaję nowego krążka i zawsze trafiam idealnie.. :)
3. Koszula. Jeśli znacie rozmiar i wymiary (chociaż łatwo je ''zdobyć'', jeśli nie :D) i Wasz facet tak jak mój uwielbia koszule to nic prostszego. Na zdjęciu koszula, którą możecie kupić na stronie James Button. Sprezentowałam jedną z nich dla mojego J. i jest zachwycony. Idealny materiał, krój i wykonanie. Jeśli boicie się zamawiać online to możecie wybrać inny sklep stacjonarny.
4. Bransoletka albo rzemyki skórzane. Niektórzy faceci lubią takie dodatki do codziennego stroju i myślę, że taki drobiazg to również fajny pomysł.
5. Męska torebka. Ile osób tyle opinii. Niektórzy faceci nienawidzą, a niektórzy uwielbiają. Moim zdaniem facet z fajną, porządną i modną torebką wygląda świetnie. Nie ma wypchanych kieszeni, nie nosi portfela w dłoni i w dodatku wygląda super. Elegancka czy bardziej sportowa - to już zależy od Was.
6. Ulubione perfumy. Tu akurat CK, które mój J. dostał z okazji Dnia Chłopaka. I chyba od pierwszego pryśnięcia stały się jego ulubionymi.. Wypróbujcie. :) Ja na pewno kupię je ponownie, przy zbliżającej się okazji.

Mam nadzieję, że coś z tych rzeczy przypadnie Wam do gustu. Jeśli macie jakiś inny pomysł to zachęcam do podzielenia się nim w komentarzach. :)
Chciałabym zachęcić Was jeszcze do małego konkursu, w którym możecie wygrać Timberki.
Zasady banalnie proste! Powodzenia. :)

Mężczyzna w kuchni, czyli jak przyrządzić makaron z krewetkami?

Za każdym razem, gdy mieliśmy ochotę na krewetki lądowaliśmy w restauracji. Wydawało nam się, że nikt nie przyrządzi ich lepiej niż zdolny kucharz. Czyżby? Jakiś czas temu będąc na zakupach w oczy rzuciła nam się wielka paczka krewetek. Długo zastanawialiśmy się czy kupić, czy na pewno będziemy potrafili je zrobić, kto w ogóle się za to zabierze? (obstawiałam, że obowiązek spadnie na mnie :D ) Aleeee! Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!

Przeważnie w kuchni rządzę ja. Nie ukrywam, że bardzo lubię gotować a w szczególności dla kogoś. Przyznaję, że mój chłopak jest mistrzem, jeśli chodzi o ryby i owoce morza. Więc już wiecie kto przyrządził te pyszne maleństwa.. :)

Bacznie obserwowałam mojego faceta w kuchni i robiłam dla Was zdjęcia, abyście mogli zainspirować się i spróbować przyrządzić krewetki w domu, jeśli lubicie. :)



Zacznijmy od listy zakupów, a więc.. 
 Makaron tagliatelle, sos pomidorowy - taki akurat możecie zrobić sami, ponieważ są to czyste pomidory bez żadnych dodatków, krewetki, czosnek, cytryna, natka pietruszki. 

Jeśli chodzi o przyprawy to - przyprawa to ryb i owoców morza, pieprz i sól, bazylia. Kiedyś robiliśmy również krewetki z dodatkiem białego wina, jeśli macie ochotę to również możecie dodać.


Nie za bardzo atrakcyjne zdjęcia, ale..  muszę pokazać Wam wszystko. :) Pierwszym krokiem jest rozmrożenie krewetek - zamoczcie je na chwilkę w ciepłej wodzie a po kilku sekundach będą już rozmrożone. Połóżcie je na papierowym ręczniku, aby odsączyć nadmiar wody.


Krewetki przyprawiamy. Kroimy natkę pietruszki.




My smażymy krewetki na maśle. Takie chyba smakują najbardziej. :)


Następnie dodajemy pietruszkę i sok z cytryny.
A na koniec dodajemy passatę i bazylię. Wszystko mieszamy i ''gotujemy'' przez chwilkę, aby sos stał się ciepły.


Pięknie wygląda, prawda?


Na koniec możecie przyozdobić pietruszką albo bazylią, to już nie ma znaczenia.
Całość pachnie i smakuje obłędnie!
Jeżeli jesteście fanami krewetek tak jak my to POLECAM, bo wyszło przepysznie!
Jak zawsze..  :)

Jak wyglądają moje studia? Czyli październik tuż, tuż..

Witajcie kochani po dłuższej przerwie. :)

Końcówka wakacji nie była dla mnie łaskawa. Ten sezon wykończył mnie psychicznie, a szczególnie fizycznie, jeśli chodzi o pracę. Trochę chorowałam, wylądowałam na dłuższym zwolnieniu i dochodziłam do siebie. Po serii badań w końcu wyzdrowiałam, skończyłam leki, bóle żołądka i trzustki minęły. Po powrocie do pracy na moje nieszczęście znowu zachorowałam - tym razem angina..  Dziś jest chyba pierwszy dzień od dłuższego czasu kiedy czuję się dość dobrze.

Ale wróćmy do meritum. Dużo z Was pyta mnie o moje studia, o moją uczelnię. Jak to wszystko wygląda, co studiuję?

Zacznę od tego, że w liceum byłam w klasie biologiczno-chemicznej. W klasie maturalnej miałam małe zawirowania i nie mogłam kompletnie zdecydować się co chcę studiować, co chcę robić w przyszłości..  Miałam okres, że bardzo ale to BARDZO chciałam pracować jako stewardessa. Młodzieńcze marzenie, ale powiem Wam, że naprawdę byłam gotowa rzucić wszystko i zacząć coś robić w tym kierunku. Jeśli nadarzyłaby się jeszcze taka okazja, jeśli natknę się na jakieś ogłoszenie pracy czy kursów to..  czemu nie? :)

W liceum bardzo męczyłam się na biol - chemie. Pierwszy rok był dla mnie tragiczny. Miałam dość chemii, na książki z biologii nie mogłam patrzeć. Wiedziałam, że na pewno nie pójdę na studia takie, na których kolejne 5 lat będę się męczyć. Złożyłam papiery na kompletnie różne kierunki.
Turystyka, dietetyka i jako ostatni, którego w ogóle nie planowałam - dziennikarstwo i komunikacja społeczna.
Dostałam się na wszystkie. I jak już wiecie - wybrałam dziennikarstwo w Olsztynie.
To była dla mnie nowość, zupełnie inny kierunek, inne przedmioty, humanistyka? Szok.

Po I roku studiów, a właściwie po I semestrze byłam załamana. Poznałam cudownych ludzi, ale kierunek kompletnie mnie rozczarował. Przedmioty, które nie miały nic wspólnego z dziennikarstwem, zero praktyki, 90% historii..  Szczerze przyznam, że przecież mogłam dowiedzieć się wcześniej jakie będę miała wykłady i ćwiczenia. Czemu tego nie zrobiłam? Nie wiem.
Pierwszy rok jakoś minął. Sesja była bardzo łatwa, chociaż kosztowała mnie dużo stresu. 

Na drugim roku było już odrobinę lepiej. Chociaż muszę Wam powiedzieć, że w tym momencie w ogóle nie pamiętam jakie miałam przedmioty..  Zrozumiałam też wtedy, że kompletnie nie nadają się na osobę ''publiczną'', która miałaby stać przed kamerą czy mikrofonem. Stres mnie po prostu zjadał. Jestem za bardzo wstydliwa, po prostu. Mogę pisać i pisać, ale w centrum uwagi nie będę. :)
Wtedy też wybrałam praktyki w jednej z lokalnych gazet. Innej postaci praktyk sobie nie wyobrażałam. Praktyki jak praktyki..  trochę naciągane, trochę nudne. Regionalne informacje nie zrobiły na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Pisanie newsów o wypadkach czy włamaniach również. No ale.. co kto lubi. :)

III rok studiów opierał się tylko na jednym - OBRONA LICENCJATU.
Obronę miałam w czerwcu, dłuuugie godziny przygotowywałam się do niej, aby dobrze odpowiedzieć na wszystkie pytania. Komisję miałam bardzo fajną, trafiłam idealnie. Stres pożarł mnie totalnie, co nie jest żadną nowością, ale jakoś się udało. Dyplom mam już w domu. :)


Za kilka dni znowu zawitam na wydziale humanistycznym, gdzie zacznę studia magisterskie o tym samym kierunku co wcześniej. Bardzo, ale to bardzo chciałam wybrać reklamę, PR. Niestety, żadna z tych specjalizacji nie została otwarta. Pewnie spytacie dlaczego nie wybrałam innego miasta? A to dlatego, że pokochałam Olsztyn, mam tu mieszkanie, pracę, chłopaka i przyjaciół. I za żadne skarby nie wyjechałabym stąd. :)

Podsumowując..  Gdyby cofnąć czas to nie wiem czy jeszcze raz wybrałabym ten kierunek. Raz te studia uwielbiam a raz nienawidzę. Wiele osób mówi, że prawdziwi dziennikarze nie powinni studiować dziennikarstwa. Czy to prawda? Sama nie wiem..
Studiując dziennikarstwo nie jesteś w 100% skazany na to, aby być dziennikarzem, Jest dużo innych i może ciekawszych opcji. Jak dla mnie.

Pytacie mnie też często czy pracuję? Tak, jak już wiecie - pracuję. Uwierzcie mi, że połączenie pracy i jednego kierunku studiów to nic trudnego. Ja zaczęłam pracować już na I roku.
Tu mogę pochwalić mojego chłopaka - który potrafi połączyć pracę (a pracuje o wiele więcej niż ja), dwa kierunki studiów, czas na treningi i czas dla mnie, dla nas..  To jest dopiero coś. Mogę podziwiać i pękać z dumy. Wiem ile go to kosztuje..

Jeśli chodzi o przyszłość.. Za dwa lata skończę studia. Wiem jak szybko to minie. Zastanawiam się czy za rok nie wziąć jakiegoś dodatkowego kierunku. Może otworzą jakąś ciekawą specjalizację? 
W przyszłości widzę siebie w jakiejś fajnej, kobiecej redakcji. Chciałabym pisać i tworzyć coś kreatywnego co interesuje mnie i inne kobiety. Portal czy prasa właśnie w 100% kobieca. Zobaczymy co z tego wyniknie. :)